Planowanie dziecka po 30 nieuchronnie wejdzie w fazę racjonalizacji. To już nie te czasy, gdy można było cały swój czas, młodość, energię, zasoby włożyć w 1 rolę – mamy.

Przychodzi refleksja logistyczna – wrześniowa rzeczywistość, rozwożenie starszaków do placówek, konieczność wyjścia z domu o konkretnej godzinie dwa razy na dobę, niezależnie od tego, ile snu się doświadczyło i czy maluch właśnie nie zapragnie wisieć na cycu.

A co jak jedno będzie przechodzić infekcję, a pozostałe będą musiały jechać do placówek? Wozić chore dziecko w samochodzie? No fucking way. Opiekunka, sąsiadka, jakaś zaufana dusza, która poratuje w ranku, w chorobie, w drzemce nieodwołalnej, taką osobę trzeba wziąć pod uwagę, planując dziecko po 30 stce.

Logistyki zawodowej nawet nie planuję, po raz pierwszy w życiu mogę liczyć na jakąś kasę z faktu planowania dziecka. Jestem robotna, mi coś będzie przysługiwać. Ale wstrzymać swoje kochane zlecenia z powodu nowego narybku na chacie w postaci bezzębnego malca? Po raz kolejny – no fucking way! Musi być czas i miejsce na wszystko, może w końcu będę taką racjonalną laską, która zadba o siebie?

Która będzie nosić dziecko w foteliku z laptopem w łapie, która będzie sączyć kawkę w biurze coworkingowym, albo tworzyć teksty z zahustowanym szkrabem u piersi?

Dobra, rozmarzyłam się. Prawda jest taka, że nie jestem już pierwszej młodości i, że moje życie już jest spełnione, ale może dlatego, że jestem szczęśliwa, chcę znowu dawać? Dorobiliśmy się, wreszcie mamy warunki materialne, lokalowe, piękny las i balkon, na którym można ululać bachorka w wózku i zająć się domem, pracą, sobą. Może mi po prostu żal nie skorzystać?

Planowanie drugiej tury macierzyństwa po 30 ma swoje nadprogramowe lęki – o kondycję ciała, o formę, to już nie te gibkie 25, ale z drugiej strony ciało dwa razy dało radę, nie da 3? To lęk jaki towarzyszył za każdym razem – czy do jasnej ciasnej wszystko będzie dobrze?

Ale to już nie jest takie pragnienie – na zasadzie wszystko, albo nic. Bo macierzyństwo staje się opcją, która w przypadku gdy nie wypali, ustąpi miejsca innym opcjom. I to jest chyba w tym wszystkim najpiękniejsze – psychiczny luz, brak tych myśli – a co jeśli nigdy nie doświadczę macierzyństwa? Doświadczyłam już dwa razy i mam jeszcze zasoby, ale nic na siłę…

dziecko po 30

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments