niedoskonała mama

niedoskonała mama

rainbow-1149610_1920
przemyślenia

Droga do życiowej pełni nie jest drogą wiodącą przez przyjemności

Dlaczego nie potrafię długo gniewać się na kogoś, kto rani? Jeśli ktoś rani, robi to dlatego, że cierpi. Negatywne emocje to nic przyjemnego. Sama wiem, jak męczą, gdy mnie obezwładniają, dlatego potrafię współczuć. Jedyne o czym wtedy marzę to dojść do siebie. Wrócić do lekkości, pokoju, zadowolenia, umiarkowanej radości, poczucia, że wszystko jest na swoim miejscu, a ja się nie staczam i nie zboczyłam z obranej ścieżki.


Co innego chaos, mocne uderzenie, złość na innych i na siebie. Przecież jeśli zazdrościmy, znaczy to tyle, że nie lubimy siebie i swojego życia albo pożądamy czegoś, co do nas nie należy. Samych siebie spalamy od środka.

Jeśli nie walczysz o dobro w swoim życiu, jeśli nie masz przed sobą wyzwań i pułapek, to zastanów się, czy już nie przegrałeś, a spokój nie jest pozorny. Walka o siebie jest typowa dla ludzi, przed którymi stoją wysokie wymagania i wyzwania. Im mocniejsza walka, tym wyższa nagroda. Im wyżej się idzie, tym stromiej, mocniej wieje i więcej kamieni pod stopami.

Od czasu do czasu każdemu zdarza się upaść. Jednak ludzie, którzy nie tylko cierpią, ale przy tym ranią innych, na ogół stan chaosu i autodestrukcji przeżywają permanentnie, oni już nie wiedzą, jak wrócić. Ci pierwsi zachowują cierpienie dla siebie, goją rany w samotności i wracają na dobrą drogę wzmocnieni próbą, z której wyszli zwycięsko. Ci drudzy nie wiedzą co to spokój, czyste sumienie, zadowolenie. Nie są pogodzeni ze sobą i nie potrafią być pogodzeni z innymi. Jedyna ulga jaką czują to ta, że ktoś męczy się tak samo jak oni, że ściągnęli ludzi spokojnych i zadowolonych do swojego poziomu cierpienia i niezadowolenia.

Tacy ludzie nie żyją swoim życiem, bo nie ma w nim dla nich nic pocieszającego. Zajmują się tym, czym nie powinni i tymi, którzy nie są ich sprawą. Są niezrealizowani, czegoś im zabrakło, w którymś momencie życia dokonali nieprawidłowego wyboru albo zdaje im się, że szczęście jest gdzie indziej, bo tam gdzie są, przestali je odnajdywać.

A jednak nikt ich nie zmuszał do niczego, sami wybrali swoje przysięgi i powołanie. Jedyną radą jest odnaleźć w nich radość na nowo. Bo szukanie szczęścia gdzie indziej, gdy już się nie jest wolnym, często okazuje się rozczarowaniem w zetknięciu z prozą życia i obowiązkami, nie mówiąc już o tym, że nie ma powrotu do dawnego życia, gdy zdradzi się swoje powołanie, zerwie przysięgi i dane słowo.

Należy więc docenić swoje talenty, których nie posiadają zwykli śmiertelnicy. Każdy jest czasem zmęczony, każdy czasem ma dość, każdemu zdarzają się kryzysy. Jednak w momencie, w którym dokonaliśmy wyboru, z którego nie można się wycofać, pozostaje wypełniać go najlepiej, jak się potrafi.

Jeśli to było życiowe powołanie, które w porę rozeznaliśmy, odnajdziemy radość,  jak tylko wyrzekniemy się pokus innego życia. Jeśli nie, pozostaje robić swoje z poczucia przyzwoitości. Przysięga zobowiązuje. Po co pytać: co by było gdyby? Czy „każdy dzień nie ma dość swojej biedy”? To nie tak, że inni tylko fruwają w ekstazie, a u sąsiada trawka jest bardziej zielona. Ona też wymaga koszenia i podlewania, potrzebuje słońca. Każdy życiowy wybór niesie radości i trudności, śmiech i łzy, obowiązki i chwile, w których z satysfakcją stwierdzamy, że warto było oddać się innym. To, że nie można mieć wszystkiego, uczy pokory, zostawia niedosyt i nienasycenie, za które nagroda dopiero przyjdzie. To, czego mieć nie możemy, jest błogosławieństwem.

Ale co robić, gdy jest nudno, pusto, niewystarczająco? Są książki, rozmowy, miejsca, jest tyle niezakazanych źródeł pociechy, w których można nabrać sił, nawet jeśli możliwości są ograniczone. Zamiast się zadręczać, lepiej się zrelaksować i zaufać, zmienić otoczenie, odpocząć, zadbać o siebie i z nową energią wrócić do obowiązków.

Jak najlepiej możemy przeżyć życie, jak przysłużyć się innym, jak odmienić świat na lepsze, w czym jesteśmy niezastąpieni? Jakie mamy dary, talenty? Czasem nie doceniamy tego, co od dawna należy do nas, przyzwyczailiśmy się, że jest, zapominamy, jak łatwo możemy to stracić i niewdzięczni rozglądamy się na boki, tam gdzie nie powinniśmy w ogóle patrzeć.

Droga do życiowej pełni nie jest drogą wiodącą przez przyjemności. Jest drogą trudniejszą, nie tą, którą chce się wybrać odruchowo. Drogą pełną dyscypliny, pokory i walki ze złymi skłonnościami, nawet jeśli chcemy sobie wmówić, że nam wolno i nic po drodze nie stracimy. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka, a objadanie się ma zgubne konsekwencje.

Uciekamy od prawdy z powodu wszystkich niedogodności, jakie musimy na siebie przyjąć, by w niej żyć, bo nie chcemy rezygnować ze zła, z którym jest nam na rękę, chowamy się przed tym, co dobre, by nie przyznać, że znów nieroztropnie to straciliśmy i jest nam wstyd. Poddajemy się i niepostrzeżenie staczamy, bo byliśmy zbyt słabi, by się bronić i wiemy, że podnoszenie się wiąże się z koniecznością stoczenia od nowa tej walki, której nie tylko mamy dość, ale też głupio nam przyznać, że znów zawiedliśmy, siebie i najważniejszą Osobę. Ale czy bez konieczności bronienia swoich wartości, faktycznie warto żyć? Walka jest wyróżnieniem. Unikamy dobra, bo nie chcemy, żeby nam dotkliwie przypominało, ile w nas zła i nieuporządkowania. Chcemy się schować, ale i tak jesteśmy podani na widelcu- z każdą myślą, słowem i czynem. A to zobowiązuje, czy nam się to podoba czy nie.

Marta Szyszko

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o