niedoskonała mama

niedoskonała mama

Wielkanoc
przemyślenia

Doskonali ludzie to ci, którzy nie zdają sobie sprawy, że błądzą

Poprawa, praca nad sobą to nie zawsze zaczynanie nowego życia z porankiem i odcinanie się grubą kreską od przeszłości. Częściej to słowa, które odważnie wypowiemy w odpowiedzi na niesprawiedliwość, decyzja na którą się zdobędziemy po latach przyczajenia i błądzenia albo milczenie gdy jest to stosowne, choć mamy ochotę wrzeszczeć.


To bazie w wazonie, na kuchennym stole, który się posprzątało i dokładnie przetarło, by postawić na nim Święconkę.

I choć tyle jest do zrobienia, tyle do poprawy, to na ten krótki czas można wpuścić miłość, oddalić troski, skupić się na tym, co dobre bez zaprzeczania złemu, ale z pełną akceptacją dla niedoskonałości.

Na szczęście błędy można naprawić, przeprosić i zadośćuczynić, uzyskać przebaczenie, albo chociaż sobie wybaczyć. Pracować nad sobą, nawet jeśli mamy stawać się lepszym o milimetr każdego dnia. Lepsze to niż górnolotne plany, których nigdy nie uda się zrealizować. Lepsze niż oszukiwanie się, że nie jest tak źle i tolerowanie tego zła w swoim życiu.

Nowe życie może wiązać się z upadkami. Czujemy się wzmocnieni, a znienacka hańbiąc samych siebie, wracamy do starych przyzwyczajeń. Postanawiamy poprawę, ale okazujemy się słabi i po chwili toniemy w tym, od czego jak sądziliśmy, już się uwolniliśmy. Najważniejsze, że chcemy być uczciwi i chcemy nad sobą pracować. Najważniejsze, że to widzimy.

Najgorzej, jeśli wzrasta w nas tolerancja dla zła, oszukujemy się, że zło jest okej i urządzamy sobie codzienność w jego towarzystwie.

Robimy wyjątki, dajemy sobie dyspensy, a potem te „wyjątki” zalewają naszą codzienność i wypełniają ją po brzegi, aż nie ma w niej miejsca na dobro, uczciwość, prawdę. Im bardziej brnie się w zło, tym trudniej zrzucić klapki z oczu, bo znów musielibyśmy przyznać, że jesteśmy słabi. Że brawurowo odhaczyliśmy całą listę słabych punktów, z których mieliśmy się poprawić i nigdy tam nie wracać.

Dlatego czasem lepiej całkowicie odciąć się od pokus. Lepiej dźwignąć się o milimetr, przyjmując metodę małych kroków, niż ściemniać sobie, że jestem ponad to, podczas gdy pławimy się w złym po uszy. Bo choć do konfesjonału na ogół wracamy z podobną listą przewinień, rumieniąc się, że znów ta sama historia, lepiej upadać pod ciężarem tych samych słabości i podnosić za każdym razem, niż nawet nie dostrzegać swoich błędów. Praca nad sobą to robota na całe życie. Doskonali ludzie to ci, którzy nie zdają sobie sprawy, że błądzą, nie mają wrażliwego sumienia, a to o wiele gorsza zasadzka niż stała lista przewinień, z którymi podejmujemy walkę. Dlatego nie udawajmy silnych, dajmy sobie prawo do słabości.

Wystrzegajmy się wewnętrznej hipokryzji, w której pozwalamy na zło, nie wyrzekamy się tego, co nas wyniszcza, a chcemy udawać dobrych i godnych. Lepiej powiedzieć o sobie najgorsze rzeczy, stanąć w prawdzie, bo dopiero wtedy jesteśmy w stanie cokolwiek poprawić. Przestańmy się oszukiwać, a potem jakoś pójdzie. Najtrudniej po praz pierwszy stanąć w prawdzie, sprzeciwić się, obronić lub otworzyć na drugiego człowieka. Cierpienie boli najbardziej w momencie uderzenia. Gdy potem wraca, już coraz łatwiej je oswoić. Najpierw tonęliśmy w bezbrzeżnym oceanie, a po jakimś czasie okaże się, że nadal toniemy, tylko, że już w sadzawce. Cała praca, jaką wcześniej wykonaliśmy nad sobą nie zostanie anulowana z powodu jednej wpadki. Chyba że wpadkę zamienimy na całkowite przyzwolenie dla zła.

Jak odróżnić dobro od zła? Po pokoju w swoim sercu, po rozluźnieniu, po zgodzie, po delikatnym uśmiechu, ale nie nikczemnym, tylko dobrym. A przede wszystkim po tym, że nikt przez nas nie cierpi, że nie niszczymy samych siebie i nie pociągamy nikogo do zła.

Marta Szyszko

Comments

comments