niedoskonała mama

niedoskonała mama

po 30
felieton

Dojrzałe szczęście po 30 stce

Kiedy byłam narwana i młoda, chciałam od życia wiele – iść na psychologię, wydać swoje wiersze, mieszkać w Irlandii, zakochiwać się raz za razem, doświadczać, eksplorować, nachapać się. 

Zdarzało mi się odreagować życie jak w zegarku, codzienną rutynę, listę zadań nudnych i nudniejszych, tańcem w warszawskich klubach. Nie trzeba było dużo takich wyjść zorganizować, by wynudzić się nocnym, pustym, hałaśliwym życiem, które ściągało w większości frustratów, poszukujących swojego brakującego elementu układanki.

To w takich miejscach potrafiłam docenić, jak wiele w życiu udało mi się zbudować, i że każda nieprzespana noc warta była dziecięcego uśmiechu, że każdy wrzask z braku cierpliwości, był w pełni usprawiedliwiony, że każdy domowy obiad zaowocował lepszą odpornością i zdrowiem mojej rodziny.

Po 30 zboczyłam z tego łapczywego kursu i zrobiłam sobie prezent urodzinowy – rentowny biznes. Nagle okazało się, że wystarczy odkryć zawodową pasję, by moje talenty i tęsknoty znalazły idealne ujście. Możliwe do zorganizowania każdego dnia. Nie dostałam się na psychologię, ale regularnie mam w rękach pozycje GWP, które pochłaniam i dzielę się z wami przemyśleniami. Nie wydałam wierszy, ale publikuję swoje wpisy i zarabiam na pisaniu.

Dziś nadmiar energetyczny wolę rozładować pedałowaniem po lesie lub górskimi wędrówkami. Przestałam tęsknić za jakimś niedoścignionym życiem, przestałam myśleć o tych wszystkich miejscach, których być może nie zdążę zwiedzić. Cieszę się z kroków, które uda się postawić. Z małego, codziennego szczęścia. Z tego co mam i co jest w pełni wystarczające.

Marta Szyszko

Comments

comments

4
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
MagdaNiedoskonała Mamaewa Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ewa
Gość
ewa

Ehhh to naprawdę bardzo Pani zazdroszczę…. ja właśnie skończyłam 30stkę… i nadal tęsknie za tym niedoścignionym…nieosiągniętym czymś…za czym nie wiem, ale czuje że życie ucieka mi przez palce bezpowrotnie a ja je marnuje na szarą codzienność…za młodu się nie wyszalałam, ciągle spełniałam schemat ugrzecznionego dziecka nauczycielskiego…rodzice zagonieni codziennością przy trójce dzieci nie wspierali żadnych pasji ani zainteresowań….. smutne ale nie mam żadnych pasji, niczego wyjątkowego nie potrafię…. żyję jakoś z dnia na dzień….szaro buro i ponuro…..po trzydziestkowo…..ehhh…pozdrawiam i gratuluję…

Magda
Gość
Magda

Ja powoli szukam, czas dzieciństwa to podporządkowanie się temu co chcą inni. Od kilku lat uczę się słuchać siebie, to strasznie trudne bo wymaga dużo wysiłku ale chyba warto. Nie poddaje się, próbuje różnych rzeczy, pracuje nad sobą, może do emerytury zdążę odkryć swoją pasję i na niej zarabiać. Na razie męczę się w swojej pracy, która była marzeniem mojej mamy….Dziękuję za inspirujący tekst.