niedoskonała mama

niedoskonała mama

wywiady

Doba podzielona na pół – konkursowa historia Iwony

Iwona – laureatka konkursu „Korale dla przedsiębiorczej Mamy” stanowi chodzący dowód na to, że zawsze jest dobry moment na poszukiwanie pracy marzeń. Ona sama, pierwszą po studiach pracę znalazła, gdy synek miał dwa miesiące, a to było tak…

Po skończeniu studiów zaczęłam szukać pracy. Powiedzmy, że mam dwa zawody, a właściwie mam zawód i wyższe wykształcenie, co nie jest tym samym i Bogu dzięki, bo mam pracę i jakoś dopinamy budżet. Ale od początku: pracy zaczęłam szukać za późno, bo idealistycznie chciałam najpierw napisać dobrą pracę magisterską. Tak, marzenia, jak zawsze, tzn. pracowałam w trakcie studiów, ale to ani nie była całkowita praca, ani całkowite studia, często nie da się tego połączyć.

Z dyplomem w kieszeni, szukałam, szukałam i albo mnie nie chcieli, albo ja nie chciałam. Zależało mi na pracy w zawodzie, czyli masażystki. Niestety oprócz pracy dorywczej, na telefon, nie znalazłam stałego zatrudnienia, na którym tak mi zależało. Zaczęliśmy z mężem myśleć o dziecku, naiwnie wierząc, że prędzej, czy później praca się znajdzie. Przeszliśmy do działania i okazało się, że oczekujemy dziecka, a ja byłam na lodzie. Nietrudno się domyślić, jak ciężko znaleźć pracę, będąc w ciąży.

Generalnie rosło we mnie nasze dziecię, a my sobie jakoś planowaliśmy przyszłość, szkoda, że w perspektywie nie było płatnego macierzyńskiego. Ale zamiarem moim było starać się wrócić na rynek pracy, gdy synek skończy pół roku. Gdybym pracowała przed ciążą, skończyłby mi się właśnie urlop macierzyński.

Ale na szczęście, życie całkiem inaczej się potoczyło, zaczęłam pracować jak nasze maleństwo miało 2 miesiące, koleżanka mnie poprosiła o zastępstwo na miesiąc, bo się pochorowała, zostałam, pracuję już trzeci miesiąc, mam pół etatu. Od 7 do 11:30 nie ma mnie w domu, w tym czasie naszym synem zajmuje się mąż, czyli tato:). Potem jemy obiad i on idzie do swojej pracy od 14 do 22, weekendy są nasze:)

Taki rytm wymaga dyscypliny i dobrej organizacji, ale po kilku błędach udało nam się wypracować odpowiedni system. Mój dzień? Pobudka o 5 rano, karmię, szykuję się do pracy i wychodzę z domu, pracuję, wracam. Jakieś szybkie zakupy, ale tylko to, co potrzeba, bo duże na cały tydzień zakupy robimy w sobotę. Jemy obiad, wymienimy się informacjami, jak minął dzień i mąż leci do pracy, a ja albo na spacer z małym, albo zostajemy w domu i jesteśmy tylko dla siebie. Około  19.00 mam czas dla siebie, dla domu, Mały idzie spać, jeszcze tylko kilka karmień w nocy i znowu budzik dzwoni o 5 rano.:)

Weekendy mają swój własny rytm, nikt się nie spieszy, jesteśmy razem. Czasem jestem bardzo zmęczona, ale praca mnie cieszy, nie siedzę tylko w domu, czego jednak się obawiałam. Praca nie pochłania mnie całkowicie, jestem na bieżąco z postępami syna, a mózg nie zamienił się w słomę. Widzę się codziennie z ludźmi, a mąż ma jeszcze silniejszą więź z naszym dzieckiem, ponieważ poświęca mu tyle samo czasu, co ja. Jest dobrze i czuję się szczęśliwa i spełniona, a to najważniejsze.

opowiedziała: Iwona Woźniak

Comments

comments