niedoskonała mama

niedoskonała mama

porod
felieton

Do biegu… Gotowi… Falstart!

Wczoraj uwierzyłam w inteligencję prenatalną. Przez pełne osiem miesięcy tłumaczyłam mojej córce, że ma się urodzić ósmego stycznia, w urodziny wujka Elvisa ;) Zaplanowałam (sic!), że zacznę rodzić w nocy z piątku na sobotę. Wczoraj wieczorem zaczęłam mieć skurcze. Koło godziny 23. zrobiły się już regularne co 7-8 minut.

Nie były bardzo bolesne, ale wyraźnie odczuwalne. Po ponad godzinie regularnych skurczów pojechaliśmy do szpitala. Po drodze troszkę rozmawialiśmy, wyrażając radość, że razem przeżywamy tę Wielką Przygodę. Głównie jednak milczeliśmy. Kiedy się stresuję, tracę całą brawurę – robię się onieśmielona i przeuroczo cichutka.

D. natomiast był sztucznie wyluzowany, ale widziałam, że wewnątrz jest potwornie spięty i skoncentrowany. Dojechaliśmy dość szybko. Gdy tylko weszliśmy na izbę przyjęć, moje skurcze… skończyły się. Zaczęła się za to trzygodzinna przeprawa, podczas której dwukrotnie badano moją szyjkę, czterdzieści minut leżałam pod ktg, zrobiono mi usg oraz wypełniono tonę dokumentów.

Zamiast spać, zajmowały się mną na przemian dwie położne i dwie panie doktor, a kierownik dyżuru musiał przerwać drzemkę, by podpisać na koniec całą dokumentację, którą – za moją sprawą –  stworzono tej nocy. Kończyłam tę wizytę, obiecując, że nie przyjadę więcej z fałszywym alarmem, oby tylko dali mi już spokój i pozwolili iść spać.

Może tak to właśnie będzie wyglądało, że teraz każdego dnia będę zmagała się z coraz większym bólem, by któregoś dnia poczuć owe właściwe skurcze, których mam podobno nie pomylić z niczym innym w swoim życiu.

Mamy więc za sobą próbę generalną. Może to i dobrze, bo wiemy już, że potrafimy działać spokojnie, nawet w tak nowej i ekscytującej dla nas sytuacji. Mimo całego lęku, czułam się przy D bezpiecznie. Wierzę, że i on czuje się bezpiecznie przy mnie.

Kiedy tak jechaliśmy do szpitala, sądząc, że czeka nas kilkanaście godzin bólu, lęku i adrenaliny (zwieńczone rzecz jasna małym różowym bobaskiem, którego kochać będziemy od pierwszego wejrzenia), każde z nas było trochę zamknięte w swoim świecie – swoich obawach, wyobrażeniach, nadziejach.

Jednocześnie miałam poczucie, że jesteśmy tak bardzo razem i tak bardzo dla siebie… Piękny to moment, nie mogę doczekać się jego kolejnej odsłony, tym razem autentycznej…

tekst: Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka www.soojka.pl

logo soojka.pl

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o