Na pewnym etapie życia kobieta musi pogodzić się z tym, że jej uroda nie wzbudza powszechnego zachwytu. Dlaczego tak trudno pogodzić się z utratą młodości? Nagle tracimy coś, co kiedyś należało się z marszu, nie wymagało specjalnych zabiegów ani starań. I z dnia na dzień zostaje odebrane.

Z urodą i młodością jest trochę jak z nałogiem. Musisz robić wiele, by poczuć się normalnie, dobrze w swojej skórze, gdy jeszcze nie tak dawno wystarczyło być.

Choć starania i zabiegi mogą sprawić, że poczujesz się zadbana, nie wymażą zmarszczki ze środka czoła (a nawet jeśli i tak zdradzą cię dłonie). Nie wymażą tych zalotnych kobiet, które zaskarbiają sobie męskie spojrzenia, choć wcale im na tym nie zależy, wręcz czują się zażenowane i znudzone sztampowymi tekstami dojrzałych mężczyzn, którzy starają się być czarujący i zabawni, a najczęściej są po prostu śmieszni. Nie zależy im na tym, bo męskie spojrzenia nie są dla nich towarem deficytowym.

nm

Aż czas, nie pytając o zgodę, odbiera boleśnie status podlotki i luksus młodości, który nie sposób zastąpić.

Jeśli mężczyzna chce poczuć się młodo, zazwyczaj wystarczy mu towarzystwo rozkwitającej kobiety. Dla kobiety utrata młodzieńczej świeżości jest dotkliwsza, ponieważ zaważa na jej całej tożsamości. To my zabiegamy o zachwyt życiowego partnera, zachodzimy w głowę, jak utrzymać męża przy sobie i jesteśmy surowo oceniane, jeśli to się nie powiedzie. To my uzależniamy samoocenę od jego potwierdzenia, koncentrujemy się na potrzebach dzieci, koncentrujemy się na wszystkich, tylko nie na sobie, a kiedy przestajemy być potrzebne i pożądane, zostajemy z niczym.

Najpierw rezygnujemy z siebie z lęku przed odrzuceniem, a potem zdziwione nie potrafimy zaparzyć porannej kawy tylko dla siebie, jakby nam się nie należało.

Kto nie umie stworzyć udanej relacji z samym sobą, nie stworzy jej z nikim. Nauczenie się siebie to dobry punkt wyjścia do bycia z innymi, a nie stapiania się z tłem cudzych oczekiwań. Gdy nauczymy się siebie, nie dążymy desperacko do bliskości, szumu rozmów, zagłuszaczy, bycia z kimś, jesteśmy gotowe na życie w pojedynkę, zamiast przyjmować to jako karę i największą porażkę.Cisza zaczyna być ukojeniem, a zmarszczka na czole jest po prostu na swoim miejscu.

Z wiekiem ubywa dylematów – nie trzeba kierować się dobrem dzieci, można swoim. Ubywa też obowiązków. Chcąc nie chcąc, zaczynamy żyć dla siebie. Jesteśmy gotowe oddalić się od zamieszania, stworzyć bezpieczną, przewidywalną przestrzeń, coraz częściej możemy poddać się filozofii: a co mi zależy, nie mam nic do stracenia. Poza czasem. Wiemy, że nic nie jest na pewno i nic nie jest na zawsze.

Być może tracimy męskie spojrzenia, ich zachwyt nad urodą, ale nie musimy żegnać swojego zachwytu nad życiem. Na tym etapie albo możesz zostać wredną jędzą, która tępi wszelkie objawy młodości, czując się nimi zagrożona, ostentacyjnie podkreślającą, że co im po tej młodości, skoro swoje muszą odpokutować, albo dojrzałą, pogodzoną z sobą kobietą, która mimo wszystko wierzy, że najlepsze wciąż przed nią. Bogata o minione doświadczenia i świadoma ścieżek, którymi chce odtąd kroczyć, nie cofającą się pod presją negatywnych spojrzeń.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments