Pierwszy raz poczułam ten piżmowy i magnetyzujący zapach w publicznej bibliotece. Zakuwałam do sesji na pierwszym roku studiów z nią. Trzymała w torebce Dior Hypnotic Poison i co jakiś czas rozpylała, gdy nikt nie patrzył. Miałam wrażenie, że ten zapach przebił nawet biblioteczny kurz.

Bardziej niż na nauka wychodziło mi poznawanie nowych osób. Przysypiając nad notatkami, wyłowiłam twój wzrok. Postawmy blondyn, spoglądający niepewnie. Puściłam ci oczko z szelmowskim uśmiechem, zaskakując samą siebie, bo zawsze należałam do osób powściągliwych, ale lubiłam przekraczać swoje limity. Gdy zrobiłam pierwszą przerwę w nauce, poderwałeś się i towarzyszyłeś mi po zamknięciu drzwi biblioteki. Zaczęliśmy spontanicznie rozmowę, a znajomość zakończyła się równie szybko, co zaczęła. Takich spotkań było mnóstwo. Nie miały przyszłości, nie były obarczone żadnymi zobowiązaniami, trwały w chwili, która była i kończyły się w następnej.

Kiedy dziesięć lat później wyrwałam się po raz pierwszy do pubu, nie mogłam zejść z parkietu. Miałam już na stanie małżeństwo z wieloletnim stażem i parkę kochanych dzieci. Zawsze gdy wyjeżdżają, w domu robi się za cicho. Jednak niedługo po tym, jak wrócą z weekendu u babci, mija pierwsza tęsknota i nagle jest mi za głośno, za ciasno, potrzebuję powietrza, przestrzeni i hałasu, który nie męczy. Na przykład klubowej muzyki. Dior Hypnotic Poison to dla mnie wyzwalacz tego wszystkiego, za czym dziś tęsknię, choć gdy to miałam, marzyłam o rodzinie. Szaleństwa, wolności, nieprzespanych nocy (z powodu imprezy, nie kolek) i niezgody na rutynę.

Chyba zawsze miałam dwie twarze. Jedna obowiązkowa, przestrzegająca reguł, z uczesanymi na płasko włosami i swetrem zapiętym pod samą szyję. Druga budziła się, gdy kręciłam włosy przed wieczornym wyjściem, podkreślałam usta na czerwono i pozwalałam sobie na odważny dekolt. Zmieniałam się do tego stopnia, że kolega z klasy, przypadkowo spotkany w pubie, gdy rzuciłam spontaniczne „Cześć”, był nienaturalnie onieśmielony, a po kilku minutach rozmowy z niedowierzaniem powiedział moje imię. „To ty, to naprawdę ty?!” i wyraźnie się zrelaksował.

Czasem też sama siebie nie poznaję. Łatwo mi o transparentność, często świadomie ją wybieram. Przemykam ulicami w bluzie z kapturem i jeansach z dziurami. Nikt mnie nie zauważa. Jednak wystarczy sukienka, obcas, godzina u fryzjera i magnetyzujący zapach, a zaczynają się ukradkowe spojrzenia. Zawsze wtedy myślę, że zrobiłam coś nie tak, chyba dlatego wolę się nie wychylać. Nie licząc tych chwil, gdy wieczór jest mój i mam ochotę zrobić coś szalonego, wartego zapamiętania.

Zapachy lekkie i subtelne na dzień, a także mocne i wyraziste na niezapomniany wieczór kupisz tu: https://perfumeria.pl

Na który dziś masz ochotę?

IMGP6763

Marta Szyszko

Wpis we współpracy z Perfumeria.pl

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments