Myślę o tym, w jaki sposób próbujemy nadać sobie znaczenie. Kiedy ktoś pyta, co u ciebie, nie wystarczy, że jesteś. Na usta ciśnie się: kupiłem Lamborgini, mam figurę nastolatki, nowego męża (nowy związek-nowe możliwości), zaszłam w ciążę, odeszłam z korpo. Cokolwiek, co nie wieje nudą. Co przykuje uwagę, skłoni do kiwnięcia z uznaniem głową lub chociaż doprowadzi do ukłucia zazdrości. Bo nie chcemy być obojętni.

Obojętni innym, ale przede wszystkim obojętni na życie. Łudzimy się, że gdy zrobimy coś nieprzeciętnego, przybliżymy się do tego, by zasłużyć. Chcemy zabłysnąć. Jeszcze innym pokażemy. Gorzej, jeśli nie mamy żadnego asa w rękawie, znaczy… jeszcze nie!

-Jasne, że jestem milionerem (po prostu nie mam jeszcze całej kasy na koncie) – odpowiadamy na pytania o zarobki.

Nie lubimy stać w miejscu, a co gorsza nie tolerujemy regresu. Wstydliwie skrywamy, że nie powtórzyliśmy wyniku finansowego sprzed miesiąca, że mamy kolejny siwy włos i coraz wyraźniejszą zmarszczkę między brwiami. Mamy się przyznać, że z każdym rokiem ceny idą w górę, a wypłata nie puchnie? Głupio nam nawet przyznać, że pogoda na urlopie nie dopisała, pociągając nosem, zawinięci w koc, zapewniamy, że na niebie nie ma żadnej chmurki i z plaży nie schodzimy. Uśmiechamy się, gdy chce nam się płakać.

Chcemy mieć pewność, że każde nasze działanie znajdzie potwierdzenie. Że wybraliśmy najkrótszą drogę do celu, że trafimy za pierwszym razem. Że nie zaliczymy wtopy, że świat się zachwyci. Chcemy zmian, ale nie wysiłku. Chcemy osiągnięć, ale nie ryzyka.

Zapominamy, że „Każda strata przynosi również jakiś zysk.” (Mateusz Grzesiak)

Spróbuj tylko wdepnąć w ślepą uliczkę zaangażowania, które nie przyniosło efektu i zbałamuciło czas. Spróbuj tylko zostać sam ze sobą, nieprzygotowany na brak postępu, z otwartą przestrzenią, z której znów musisz coś wybrać, kluczyć, czuć się samotny i zdany na siebie.

Tymczasem sporo jest ludzi przeciętnych. Takich, którzy wydają książki, ale żyją z pisania na winie (na każdy temat, jaki się nawinie). Takich, którzy wstają za wcześnie, chodzą spać za późno w nadziei, że uszczkną jeszcze coś z tego dnia, bo przez ostatnie 14 godzin jakoś się nie złożyło. Nie ma w nich zgody na banalne dni i szarą codzienność, szukają wyjątkowości.

Nie chcą przyjąć, że innych to nie interesuje. Pół biedy, jak są nieznośnie banalni, gorzej jeśli przerysowani. Siedząc w swoim Audi na ogonie znudzonego kierowcy, któremu się nie spieszy i na którym ani ich fura, ani brawura nie robią żadnego wrażenia, nie mogąc zaznać spokoju, są ciągle w drodze gdzieś, po więcej, po bardziej. Nie ma w nich zgody na siebie, bo nie posiedli sztuki samoakceptacji. Hej, naprawdę wystarczy, że jesteś. Czy to ważne jaki? Poluzuj krawat.

Mając w sobie zgodę na przeciętność, jesteś w punkcie wyjścia do zachwycania się tym, co niepozorne. Zapachem piwnicy, który przywodzi na myśl przygody dzieciństwa. Tym, co sprawi, że częściej zaczniesz uśmiechać się bez powodu, nie musząc spełniać żadnych oczekiwań. W pełni bezinteresowny wobec siebie.

IMGP6751

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments