niedoskonała mama

niedoskonała mama

IMGP8394
felieton

Czy rodzina przeszkadza w karierze?

Wyobrażenie o czymś często nie okazuje się tym, co nam się pierwotnie zdawało. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Kiedy siedziałam w domu z dziećmi, marzyłam o karierze. Dostałam, czego chciałam szybciej, niż się spodziewałam. Kampanie z międzynarodową marką, maile po 20, dogrywanie szczegółów, czekanie z drżącym sercem na start.

I co? Było do czego wzdychać, czego żałować? Nie opowiem się radykalnie, ani za karierą, ani przeciw niej. Wszystko ma swoje blaski i cienie. Co prawda już nie ma tego dotkliwego poczucia, że 3 dychy na karku, a ja nic nie osiągnęłam. Zauważyłam, że im więcej wiosen, tym silniejsza potrzeba osiągnięć.

Teraz pojawiły się nowe wrażenia i doznania – wkurzenie na dzieci i rodzinę, że przeszkadzają mi w karierze. Z zewnątrz wygląda to tak, że sobie coś tam robię na komputerze, więc można śmiało zadawać pytania, gdzie obiad, gdzie kaszka, gdzie picie? A tam po drugiej stronie monitora ważą się losy ważnego projektu, finansowe być albo nie być. Adrenalina i zwyżka ciśnienia bez mocnej czarnej, czy niezapowiedzianej wizyty teściów, gwarantowana.

Więc rodzino, to Wy przynieście mi obiad, ogarnijcie chatę i siebie. Uniezależnijcie się od mojej służby, zastanówcie, nim zadacie pytania, zwłaszcza, gdy ze wzrokiem maniaka robię coś na komputerze. Pracować w ryku też można, ale są problemy z koncentracją, a to rodzi ryzyko pomyłki. Wrzask rodzi wrzask, bo trudno ogarniać nerwa domowego i zawodowego, ciśnienie uchodzi w najmniej oczekiwanych chwilach.

Nakręcam się więc zadaniami, projektami, propozycjami, a potem wyciszam i po sielankowym rodzinnym przedpołudniu, np. wycieczce rowerowej, z ulgą zasiadam do moich spraw, które w ten nieporównywalny z niczym sposób, pozwalają mi poczuć, że żyję, kim jestem i do czego moje życie już się nie ogranicza.

Rodzina stawia do pionu moje priorytety, poprzez wspólne chwile przy własnoręcznie wyrabianej pizzy. Łapczywe wciskanie miniaturowej, ciepłej, ufnej dłoni w moją i oczekiwanie bezpieczeństwa bez limitu. Poprzez wskazywanie palcem samolotu na niebie i zaznaczenie chwili obecnej. Dzieci nie mają problemu, by przebywać tu i teraz, zachwycają się biedronką, gonią beztrosko motyla, odrabiam przy nich cenną lekcję :)

Marta Szyszko

Comments

comments