Mokre trampki, prześwity słońca w mgliste wrześniowe poranki i zimne, rześkie powietrze. Strach podrzucić dziecko do szkoły bez śniadania, bo po powrocie można zjeść konia z kopytami. Jesień. Nieodwołalnie. Jeśli nie zakochałaś się w wakacje, to już po ptakach.

Wrzesień to czas, który sprzed ery statecznego życia przypomina mi, że kończą się wakacyjne romanse. O tym, że kiedyś o tej samej porze miałam złamane serce i o tym, że kilka chwil wcześniej trzymałam się z nim za ręce wśród żółtych polnych chwastów. Za każdym razem, gdy dziś je widzę przez szybę samochodu, uśmiecham się do siebie. Wrzesień zawsze nadchodzi, nawet jak dla mnie znaczy coś zupełnie innego. Jestem zbieraczką wrażeń zmysłowych, nastrojów i wspomnień.

Dziś inaczej podchodzę do zakochania i do życia. Dalej mam w sobie coś z flirciary. Nie chcę zakładać szarego płaszcza, nudnych mokasynów i nakładać maski obojętności. Wolę udawać, że mam o dziesięć lat mniej, a zadurzenie w przystojniakach nadal należy mi się od życia. – Zazdroszczę ci – powiedziałaś na jednych z pamiętnych wakacji. – Jego? – spytałam. – Nie. Tego, że jesteś zakochana.

Dojrzałość nauczyła mnie jednego. Mogę mieć swoje zakochanie tylko dla siebie: całą otoczkę – kilku godzin snu, które w zupełności wystarczą, słuchania piosenek o miłości, zapominania o drobiazgach, uśmiechania się bez powodu i unoszenia kilka centymetrów nad ziemią. To jest proste. To jest tylko zbiór wrażeń. I nie musi o nim wiedzieć nikt poza mną. Bo nie liczy się obiekt westchnień, liczy się stan.

A potem i tak uprasuję córce szkolny mundurek, wbiję się w trampki, przygotuję mężowi obiad, a wieczorem spytam, jak mu minął dzień.

IMG_20170919_073810

IMG_20170919_073753

Chcę czerpać z życia garściami. Chcę, żeby nieodmiennie  było wyjątkowe. Nie godzę się na bylejakość, na zimny podmuch jesieni, na ciężkie jesionki i zmarznięte dłonie.

Niemal 10 lat po ślubie nie mogę sobie pozwolić na to, by zauroczenie zamieniło się w spontaniczną konsumpcję, ale mogę sobie coś nawyobrażać. To jest za darmo i to jest niewinne.

We wrześniu nie ominą mnie słotne poranki, ale także w nich mogę dostrzec piękno. Bo czuję się w swoim życiu jak turystka. Gdy ostatnio wywiało mnie do centrum stolicy, nie mogłam się napatrzeć na budynki, które kiedyś mijałam obojętnie, dzień w dzień spiesząc się na uczelnię, bo były podane na tacy. Dziś umiem docenić słońce przebijające się przez poranną mgłę. Panoramę miasta, bo mieszkam na jego obrzeżach.

IMG_20170913_160504 (1)

IMG_20170913_164452

IMG_20170913_160648

IMG_20170913_160447

IMG_20170913_160522

IMG_20170913_161358

Potrafię wyobrazić sobie palmy, gdy wysiadam z samochodu i odprowadzam córkę do szatni, chuchając w dłonie. Umiem sprawić, że to, co dzieje się naokoło nie ma znaczenia. Bo we mnie jest feeria barw i energetyzujący płomień. A kiedyś  nie wytrzymam i ze snucia fantazji przejdę do działania. Zarezerwuję last minute w biurze podróży Itaka i nikt mnie nie powstrzyma!

Schowam jeansy i wełniane swetry na dno szafy i wyjmę kusą mini. Nie zastanawiając się, czy mi wypada. Zrobię, na co mam ochotę.

IMG_20170910_102525

Są takie czynności, które nie wnoszą absolutnie nic do mojego życia: planowanie, co na obiad, obserwowanie, jak dziecko poprawia sobie skarpetkę przed wyjściem z domu, gdy żyłka mi na czole wychodzi, bo ja chcę zerwać się i biec w dzień, a nie powoli-noga za nogą dostosowywać się do czyjegoś tempa. Chcę coś mieć od życia. Codzienność jest jak śniadanie. Trzeba ją jeść. Życie nie może być jednym wielkim deserem.

Jeśli tak jak ja tęsknisz za latem i masz ochotę wymazać gumką szarą, wrześniową codzienność, sprawdź ofertę Itaka; Tym razem skończy się na fantazjach (wersja minimalistyczna) czy na realizacji marzeń (wersja na bogato)?

Marta Szyszko

wpis we współpracy z Biurem Podróży Itaka

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments