niedoskonała mama

niedoskonała mama

lavender-4186957_1920
przemyślenia

Czasem jestem tak bezdennie rozczarowana

Czasem jestem tak bezdennie rozczarowana. Coś poszło nie po mojej myśli, coś ułożyło się nie tak, jak się spodziewałam, by pokazać mi po chwili, że był dla mnie zupełnie inny plan, lepszy, pełniejszy od tego, który ułożyłam w głowie. Trzeba było tylko poczekać, by wszystko ułożyło się w logiczną całość, nabrać pokory, cierpliwości, zaufać, że wszystko jest na swoim miejscu, jeśli tylko pozwolę to do siebie dopuścić w odpowiednim czasie, zamiast wyprzedzać fakty, zamiast narzucać się ze swoim-dlaczego?-kiedy?
Traciłam czas, a z dnia na dzień dotarło do mnie, że to, co kiedyś było priorytetem napędzającym stres i adrenalinę, dziś niewiele dla mnie znaczy, jeśli w ogóle cokolwiek. Poprzestawiały mi się priorytety, bliscy mnie nie poznają, a ja już nie pamiętam, jaka byłam jeszcze do niedawna.
Żyłam w uśpieniu, a teraz zbudziłam się do życia, jakiego zawsze gdzieś w środku mi brakowało. I nie oznacza to, że jest ono usłane różami, wolne od trudności, pułapek, smutków, ale jest prawdziwe, tętni, rozpiera energią, zaskakuje, rozbawia i powoduje łzy wzruszenia, łzy wdzięczności.
Coś czego utrata, kiedyś zasiałaby panikę w moim sercu, dziś przejdzie niezauważenie, jakby za szybą świata, który stracił dla mnie znaczenie i zupełnie nie rozumiem, dlaczego kiedyś je miał. To, co kiedyś niedostrzegalne-niuanse emocji, czyjegoś cierpienia, które nie powinny mieć znaczenia, bo nawet się nie znamy, mają znaczenie fundamentalne.
To nie tak, że kiedyś myślałam o sobie, a teraz o innych. Rzadko myślałam o sobie, bo nie byłam dla siebie ważna, przez to nie było nawet miejsca, by dostrzec innych, by cokolwiek mnie obchodziło. Mój dyskomfort był tak potężny, że nie było miejsca na myślenie o innych, na troszczenie się o nich, próbowałam go czymś łapczywie załatać, uśmierzyć, tylko niezdrowymi sposobami, które nie mogły przynieść ulgi, a jedynie coraz większe spustoszenie.
Teraz potrafię pomyśleć o sobie w zdrowy sposób, a co za tym idzie, kochać innych i choć nic im nie jestem winna, chcę od siebie dać, bo tak wiele mam, tak wiele sama otrzymałam.

Nauczyłam się rezygnować od tak z czegoś, co kiedyś zdawało się nie do odpuszczenia, bo komuś to nie służy, nawet jeśli służy mi. Nauczyłam się cenić to, co kiedyś nie miało dla mnie znaczenia, było poza zasięgiem-jak inni będą się czuli z moimi wyborami? Zaczęłam tkać cienką przędzę relacji tak delikatnych, że mógłby je nadszarpnąć mocniejszy podmuch wiatru. Dlatego nauczyłam się subtelności, bo te delikatne relacje stały się dla mnie tak ważne. Tyle we mnie tęsknoty.
Potrafię się sprzeciwić, zaznaczyć swoją obecność. Nie z egoizmu, dla sprawiedliwości. Robić to, w co wierzę, czego inni nie rozumieją, nawet jak to powoduje komentarze i uśmieszki. Nie oni mnie rozliczą z tego, jak żyłam.
Świat pędzi, a ja się zatrzymałam. Nie jest mi szkoda straconych szans. Szkoda mi straconego czasu, który mogłabym spędzić w sposób znaczący, a spędzam na głupotach.

 

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o