Aby zmienić relację z dzieckiem, trzeba zacząć od siebie. Nie można oczekiwać innych rezultatów, jeśli wciąż robimy to samo. Zapraszam na wywiad z Basią Bielanik ze Szkoły Mocy, która robi kursy z rodzicami o porozumieniu bez przemocy. Jest autorką biznesu online, który dobrze prosperuje i jest rentowny, dlatego można się zainspirować, zapraszam na rozmowę!

Co zrobić w sytuacji, gdy kilkuletnie dziecko wyraża złość, bijąc rodzica, mówiąc: „jesteś głupia!”?

Witajcie! Uwielbiam to pytanie, to jest świeża sprawa dlatego, że to się u mnie w domu również dzieje. Moja Julka, która chodzi do pierwszej klasy podstawówki, ostatnio w trakcie odrabiania ze mną zadania domowego, powiedziała: „jesteś głupia”. A ja mówię na to: „Widzę, że nie chcesz już odrabiać, chciałabyś zrobić przerwę.” Ona patrzy na mnie i mówi: „Skąd ty to wszystko wiesz?”

Prawda jest taka, że pod tymi słowami: „Jesteś głupia!” jest coś, ja to nazywam – pod spodem. Dziecko nie chce nas obrazić, chce wyrazić to, co czuje, a to jest najprostszy dla niego sposób. Najlepsze, co mogę doradzić mamom, to spojrzeć pod spód, spojrzeć na to, co takiego spowodowało, że dziecko mówi w ten sposób do nas. Jeżeli to znajdziemy, to mamy odpowiedź na pytanie.

Porozumienie bez przemocy nie daje uniwersalnych odpowiedzi na każdą sytuację, tylko zawsze prosi rodzica, żeby się przyglądał swojemu dziecku i temu, co w waszym domu się dzieje.

Basia Bielanik 163 (1)

Czyli w tym konkretnym przypadku to była niechęć do odrabiania i chęć zabawy, a w jakimś innym przypadku to będzie inna potrzeba, której dziecko nie może zaspokoić.

Tak, to będzie odmowa cukierka, bo dziecko prosi o loda kolejnego. „Nie kupię ci więcej lodów”, „Jesteś głupia”. Wiemy o co chodzi. Zawsze musimy popatrzeć, co stoi za tym i to jest klucz.

Czyli nie ma się co przejmować, że dziecko nas odrzuca, tylko w ten sposób wyraża to, że czegoś nie chce albo że czegoś chce, a nie może tego dostać. Nie ma się co obrażać.

Dokładnie. Jeśli my mu tę strategię mówienia: „jesteś głupia” odbierzemy i będziemy odczytywać, czasem nieudolnie, i czasem nie trafimy, i powiemy: „nie chcesz już odrabiać zadania”, a ono powie: „wcale, że nie, chcę wyjść na dwór.”, „Aha, okej”, dziecko nie będzie musiało mówić: „Jesteś głupia”, bo będzie wiedziało, że może nam powiedzieć to, o co naprawdę mu chodziło. To się skończy z upływem czasu.

Dużo się mówi o tym, że złość jest dobrym uczuciem, ponieważ informuje nas o tym, że jakieś nasze granice są przekraczane lub potrzeby niezaspokojone. Mam wrażenie, że nikt nie mówi, jak wyrazić złość w sposób aprobowany społecznie. Znasz takie sposoby?

Ja też bardzo lubię mówić, że złość po prostu jest. Nie lubię jej oceniać, bo tak, jak mówisz, ona jest potrzebna. Coraz więcej mówi się o tym, że dziewczynki mają prawo się złościć. W porozumieniu bez przemocy mamy takie rozróżnienie: krzyczeć na kogoś: „Ty debilu” lub krzyczeć do kogoś, wtedy zaczynamy od ja, czyli: Ja nie chcę, żebyś mówiła do mnie: „Jesteś głupia”. To jest pierwszy pomysł na wyrażanie złości i tego, co czujemy, w sposób, który nie obrażają drugiej osoby. Zmieniamy z TY na JA.

Jeżeli rodzic czuje taką złość, to wiadomo, że jesteśmy dorośli i szukamy swoich sposobów, żeby złość bezpiecznie wyrażać. Nie wrzeszczymy na dziecko, jeżeli jest nam naprawdę trudno, nie potrafimy się uspokoić, to zamykamy się w łazience, w pokoju. Tam możemy sobie powrzeszczeć po prostu do świata. Bardzo dobrym pomysłem dla kobiet, które lubią wsparcie innych osób, jest zadzwonienie do kogoś. Można zadzwonić do przyjaciółki: „Weź mnie wysłuchaj przez chwilę, albo powiedz mi o czymś, bo ja nie umiem się uspokoić.”

Najprostszy sposób – oddychanie. Tylko uwaga – tam i z powrotem. Jeżeli nabierzemy powietrza i na wydechu zaczniemy coś mówić, to dopiero będzie krzyk i wrzask. Oddech polega na tym, że nabieramy i wypuszczamy powietrze i razem z tym wypuszczeniem energia się katalizuje, uwalnia i nie chce nam się wrzeszczeć.

Jeżeli chodzi o dziecko, to pomaganie mu w wyrażaniu złości jest bardzo ważne, bo musimy go jakoś my dorośli nauczyć dobrym przykładem naszym, ale też tym, jak dziecko w swoim wieku: lat czterech, pięciu, dziesięciu lat może wyrażać złość. Te strategie wyrażania złości powinny być dostosowane nie tylko do wieku, ale też do temperamentu i możliwości. Co innego będziemy robić w przedszkolu, kiedy panie patrzą, czyli tam kopanie czegoś nie wchodzi w grę.

Ale w domu może sobie kopnąć.

Właśnie, w domu może, bo możemy mu powiedzieć: „Słuchaj, tu jest taka poducha, albo mamy worek treningowy wręcz, czasem rodzice mają worki do kopania i boksowania i mówią: „weź sobie pokop.” Są ludzie, których temperament pozwala na to, żeby drzeć kartki. Gdyby mi ktoś kazał drzeć kartki, to ja bym jego rozdarła na kawałki.

[Śmiech]

To nie na mój temperament, więc uwaga, co komu proponujemy. Ja zawsze mówię, żeby patrzeć na dziecko: „A co ty masz ochotę robić, kiedy jesteś zły?” Młody człowiek poda przykłady. My możemy mu coś podsuwać, ale nie wymagać, żeby to robiło, bo jak to jest niezgodne z jego chęciami, to nic nie da. Jednym z ciekawszych sposobów, który wymyśliłyśmy podczas mojego pierwszego kursu: „Jak zostać mamą mocy?” było plucie do wanny albo umywalki w łazience. Takie namacalne, wizualne wyrażenie tej złości – wyplucie jej. To jest tak absurdalne, że dzieci chętnie w to wchodzą.

gregoire-sitter-120710

Może i ja bym wypluła złość, to fajne, nie potrzeba też żadnych narzędzi, typu kartka, farby.

Nic nie trzeba, po prostu coś wypluć, tylko najlepiej tak, żeby nas nikt nie widział. Im bardziej to będą nasze strategie i im bardziej dla dzieciaka będą absurdalne, dziwne, mogą rozładować sytuację. „Weź, wkurzasz się, idź pluj do łazienki”. I ta złość nie tyle ma szansę się gdzieś zakamuflować pod dywan, zamieść, czy schować, tylko wręcz wypluć.

A jakie są konsekwencje, gdy zamiatamy złość pod dywan? Nie wyrażamy, udajemy, że nic się nie stało…

Powiem tak, jak para w szybkowarze. Jeżeli nie odetkamy tego wentyla, to po prostu to nam wybuchnie. No nie da się i wtedy wybuchnie w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy się w ogóle nie spodziewamy. Może być tak, że dziecku spadnie książka z półki i jest taka awantura, że wybije szybę ze złości.

A to nie chodziło o książkę, tylko to był pretekst. Coś było już wcześniej.

Dokładnie. My też, dorośli, mamy takie, ja to nazywam – odpały, to znaczy: coś prostego się wydarza, a my zaczynamy krzyczeć. Wcale nie chodzi o prostą rzecz, tylko tak zwaną, wielką kumulację w Lotto. I nie ma cudów, to wyjdzie prędzej czy później, tylko w dużo większym kalibrze, więc warto dbać o to, by to regularnie sobie wypuszczać wentylek.

A kiedy mamy styczność z nastolatkiem, którego potrzebą jest odseparować się od rodzica i stać się samodzielnym i mówi: „nienawidzę cię!” To jest trochę podobne do: „jesteś głupia”, tylko mocniejsze i może coś innego się za tym kryje?

To jest trochę większa skala, myślę że strategia może być podobna, czyli patrzymy, co jest pod spodem, bo wiadomo, że to się pojawi w pewnej sytuacji, nie kiedy mama maluje rzęsy i dziecko przychodzi, i mówi: „nienawidzę cię”. Tylko coś do niego mówimy, co mu się bardzo nie podoba. I w dodatku wie, że bardzo nas to zaboli, kiedy użyje takich słów.

Jest już tak bezradne i bezbronne, że kopie leżącego, nie potrafi inaczej. Trochę jest tak, że jest to lampka ostrzegawcza, że tracimy powoli kontakt z naszym dzieckiem. Widocznie nasze podejście: zakazy, nakazy przekraczają jego możliwości, już za bardzo nie wie, jak się bronić. Tracimy kontakt, tracimy możliwość porozumienia z nim. I nie traktujmy tego, proszę, jako znowu kara dla nas, obrażanie i brak szacunku, uwielbiam po prostu rozmawiać o szacunku, bo to nie jest oznaka braku szacunku. To jest rozpaczliwy krzyk, że coś się dzieje, a ty mamo nie chcesz słuchać.

Czyli znowu zaglądamy pod spód. „Nienawidzę cię”, bo na przykład nie pozwalamy, żeby wyszedł z kumplami gdzieś tam, czyli mówimy: „Słyszę, że wkurza cię to, że się nie zgadzam.” I zaczynamy rozmowę nie od tego, że „Ale posłuchaj, ja uważam”, tylko: „Wiesz co? Dobra, zaczekaj, to usiądźmy i powiedz, co takiego ważnego jest, że tak bardzo chcesz wyjść? Ja chcę posłuchać. Nic nie będę mówić, nie będę oceniać. Posłucham.”

Aż się wzruszyłam…

Ja mam 12-letnią córkę i do takiego „nienawidzę cię” jeszcze nie doszło, natomiast w wielu sytuacjach widzę, że ja jej po prostu nie słucham.

Czyli nie dajemy uwagi, nie słuchamy, tylko rozkazujemy. I dziecko czuje, że go nie rozumiemy.

I ma rację.

Zaczyna z grubej rury, żeby mama się otrząsnęła i się ogarnęła trochę, tak?

Tak i to jest punkt zwrotny. To jest moment, w którym nasze dziecko daje nam szansę. Ja wiem, że to paradoksalnie brzmi, ale kiedy mówi: „nienawidzę cię”, to mówi: „Mamo, obudź się, zmień coś, bo się nie dogadamy, a ja potrzebuję kontaktu.”

Co jeśli rodzic się nie obudzi, tylko powie: „Nie obchodzi mnie to”, oleje to sobie, co wtedy?

Powiem tak: nigdy nie jest za późno i nigdy nie jest za wcześnie. Ja myślę, że my się obudzimy, tylko obudzimy się z pustym gniazdem, kiedy dziecko się wyprowadzi na studia i nie będzie chciało dzwonić do nas. Bo nie będzie miało powodu, żeby to robić. My prędzej czy później się obudzimy.

Myślę, że nasze pokolenie, ja mam niespełna 40 lat, ja dziś od kilku lat nawiązuję na nowo relację z moimi rodzicami. Więc nie jest tak, że już nigdy i na zawsze i że już zawsze będziemy osobno. Ale dojrzałości to później wymaga od tego dziecka, ono musi dorosnąć, dojrzeć i zrozumieć, w jaki sposób chce kształtować tę relację dorosłego człowieka z dorosłymi rodzicami. To jest potem druga szansa. Ja wybieram pierwszą.

basia bielanik szkoły mocy

Ale to była Twoja inicjatywa, że chciałaś to na nowo budować czy rodzice zabiegali o to?

Moja. Ja się uczyłam tego, jak być dorosłym dzieckiem swoich rodziców. Niezależnym, ale też takim, które chce kontaktu z nimi.

koniec cz. I

Posłuchaj naszej rozmowy:

Z Basią Bielanik

rozmawiała Marta Szyszko

przeczytaj także:

Nie oczekujmy, że to dziecko weźmie odpowiedzialność za naszą relację

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments