niedoskonała mama

niedoskonała mama

???????????????????????????????
felieton

Ciężko podzielić się władzą… Po drugiej stronie lustra – kiedy pojawia się dziecko

Po raz pierwszy poszłam na zajęcia na uniwersytecie jako matka, po raz pierwszy wyszłam na cały dzień, zostawiając w domu D. i naszą córkę.

Absolutnie nie mam problemu z tym, jak zostają sami. Nie denerwuję się po godzinie od wyjścia z domu czy z moim dzieckiem wszystko jest w porządku, żeby być szczera – nie zajmuje to w ogóle moich myśli. Fakt, że nie przejmuję się przez cały dzień moim malutkim dzieckiem, nie czyni ze mnie wyrodnej matki. Nie przejmuję się, bo to dziecko zostało ze swoim tatą.

Nie przejmuję się, bo tak samo nie chcę, żeby D. przejmował się, kiedy nasza dziewczynka zostaje ze mną i dzwonił co godzinę zapytać czy wszystko w porządku. Gdybym się tak denerwowała, kiedy zostawiam córkę z partnerem, znaczyłoby to, że nie ufam, iż może on dobrze się nią zająć. Do spłodzenia się nadawał, a do wychowania już nie jest wystarczająco zaradny?

Uznanie swojego partnera za istotę wymagającą ciągłego nadzoru przynosi – moim skromnym zdaniem – same kłopoty. Kiedy mężczyzna dziesięć razy dostanie reprymendę za źle uprasowane ubrania, więcej żelazka nie dotknie; kiedy źle ułoży talerze na suszarce i zostanie mu to kilkukrotnie wypomniane – nie będzie więcej zmywał.

Kiedy wreszcie przewija dziecko, a jego kobieta stoi nad nim i zniecierpliwiona ekscytuje się, że on robi to źle – mężczyzna poddaje się. Wtedy kobieta z miną cierpiętnicy może, kupując rzodkiewkę na bazarze, żalić się tej mojej pani, o której już Wam wspominałam, że cały dom na jej głowie, a i przy dziecku żadnej pomocy…

D. nie zawsze robi wszystko doskonale. Często, przeświadczona jak większość z kobiet, że zrobiłabym coś lepiej, dostrzegam jego niedociągnięcia. I co? I nic. Chwalę, że zrobił najlepiej. Że obiad najpyszniejszy i najpiękniej podany; że czysto w łazience jak nigdy; że świetnie potrafi zajmować się córcią. I co robi D.? Dalej robi wszystko najlepiej – bo wie, że nie czeka go kara za dobre chęci. Przejdę jednak do meritum, bo wcale nie chcę pisać o wychowywaniu sobie mężczyzny.

Chcę powiedzieć, że ciężko jest oddać część władzy. Co innego zrzucić na D. obowiązki, a co innego dzielić się decyzyjnością związaną z dzieckiem. Jednak on jest rodzicem równym ze mną, ja jestem rodzicem na równi z nim. I decyzja każdego z nas jest tak samo wiążąca. W naszej rodzinie ojciec nie sugeruje, czekając na ostateczną decyzję matki. W naszej rodzinie oboje mamy równe prawa względem naszego dziecka i nie ma argumentu, że ja jestem matką, więc wiem lepiej.

Kiedy wróciłam po całym dniu na uczelni, nachyliłam się nad moją córką i uśmiechnęłam. Moja kochana dziewczynka spojrzała na mnie przytomnie i złożyła swe piękne usta w uśmiech. Serce zatrzepotało mi w piersi niczym motyle skrzydła i schowałam ten moment głęboko w pamięci jako jedną z najpiękniejszych chwil mojego życia.

tekst: Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka www.soojka.pl

logo soojka.pl

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o