niedoskonała mama

niedoskonała mama

felieton

Chodzi o to, aby iść po słonecznej stronie

“Nie chodzi o to, aby iść do celu, chodzi o to, aby iść po słonecznej stronie”

Trudno nam się czasem powstrzymać od narzekania. Budzimy się rano i nasze pierwsze słowa, pierwsze myśli, to:

– O Jezu! Kolejny dzień…

Zaczynamy poranki od tego, czego nam się nie chce, nie może, nie umie…

I tak spirala się nakręca. Po piętnastu minutach od przebudzenia nawet nie chce nam się wstawać – nie mamy po co. I nic dziwnego.

Rewelacyjnie programujemy swoją podświadomość i tak ją zaprogramowaliśmy, że teraz już tylko pozostało jej wykopać grób i się w nim położyć. I koniec. Kropka.

Kolejny wspaniały dzień musimy jakoś przetrwać. Jakoś. Bez nadziei. Bez śpiewu duszy. Bezsensownie. Bezcelowo. Bezładnie.

Skąd ja to znam?

Miałam wiele takich dni. Nie mówię, że one bezpowrotnie minęły. Wiem, że zawsze mogą wrócić. Zapukają nagle w szybę albo w puste dno szklanki i spytają sarkastycznie:

– Puk, puk. To my. Tęskniłaś?

– Nie, nie tęskniłam. Nie tęsknię. – Bo do czego tu tęsknić!

isc po slonecznej stronie

Kiedy taki dzień puka w dno mojej czaszki, tuż przed przebudzeniem, wiem, że nic dobrego z niego nie wyniknie. Odbierze mi całą sprawczość, całą moc, z którą mogłabym sięgnąć po ten dzień. Ale…

mogę go jeszcze powstrzymać! Mogę  ś w i a d o m i e  zdecydować, że nie chcę takiego dnia, że nie życzę sobie by mnie nachodził, by podstępnie, od świtu wdzierał się w moją rzeczywistość.

Mogę.

Mam wybór.

Jestem wolną istotą obdarzoną tym niezwykle cennym darem decydowania o swoim życiu.

O swoim tu i teraz.  O dzisiaj, jutro, o teraz.

Mogę się na niego nie zgodzić. I nie godzę się!

Już wiem, odkryłam, że takie dni kradną moje życie. A ja chcę przeżywać każdy dzień do dna!

Chcę by był twórczy, jak wiosna, z rozmachem i pełen natchnienia.

Wiem, że nawet podczas obierania marchewki mogę to natchnienie znaleźć .

Wiem to, bo  s ł o w o jako sztuka, jako narzędzie, jako wyraz ma tę niesamowitą moc objawiania się mi w tych najbardziej prozaicznych czynnościach, które często zaniedbuję, spycham na dalszy plan, by oddać mu się cała, by mogło mnie posiąść aż po koniuszki moich myśli, aż…

Tak jest teraz. Po prostu spłynęło na mnie znienacka rozbijając odrobinę domowy wieczór i zakradając się z błyskiem szaleństwa w oczy, w ten wzrok błędny, obłędny…, w ten stan zawieszenia między. Między mną a mną. Między chwilą, blaskiem, mgnieniem…

Kocham to!

To jest moje życie.

Każdy sam podejmuje decyzję o tym czy chce czerpać z niego radość.

tekst: http://wsercugorzlotych.wordpress.com/

 

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o