Rozpoczynając 3 dekadę swojego życia uświadomiłam sobie, że mam już wszystko. Gdy ktoś mnie spytał, jaki bym chciała prezent, odpowiedziałam zdziwiona – nic nie przychodzi mi do głowy, mam wszystko czego potrzebuję. Podobne wrażenie odniosłam po życzeniach – niech spełni Ci się wszystko czego jeszcze pragniesz, tylko że nie pragnę już nic dodatkowo. Postanawiam, za to pozbyć się nadmiaru, który zagraca moją przestrzeń do życia, w tym relacje z ludźmi, których kocham.

Moje refleksje nie są przypadkowe, trzymam w ręku „Minimalizm po Polsku” Anny Mularczyk – Meyer i widzę, że mój brak zainteresowania shoppingiem, znoszeniem do domu nowych przedmiotów, bo wolę czas poświęcić na pisanie, ma z minimalizmem wiele wspólnego. Intuicyjnie wybieram wolne przestrzenie i niegromadzenie przedmiotów, z prostego powodu. Każdy nowy przedmiot wymaga miejsca, w którym trzeba go przechowywać, a każdy regał wymaga przetarcia z kurzu, a mi szkoda na to czasu!

Mam wrażenie, że dla niektórych przedmioty są konstruktem tożsamości. I oczywiście nie ma nic złego w dbaniu o przestrzeń, w której żyjemy. Ważne jest uświadomić sobie, że nowy zakup nie tylko kosztował nas 100 zł, ale na przykład 4 godziny pracy, które mogliśmy poświęcić na czytanie książki lub nowy post na blogu.

Odkąd prowadzę firmę, podchodzę do wydatków bardzo praktycznie – ile czasu spędziłam przed komputerem, by zostawić kelnerce napiwek? Chodzi o szacunek do najważniejszego zasobu, którego niedosyt odczuwamy współcześnie wszyscy – czyli czasu. Dodatkowy czas dla mamy oznacza, że spędzi go na rozmowie z dzieckiem. Być może dziecko zapamięta tę rozmowę do końca życia, na pewno lepiej, niż zabawkę, którą można było kupić za czas spędzony na zarabianiu.

Koleżanka męża z pracy dostała awans. Z wcześniejszych opowiadań wiem, że ze swoim mężem urządzają dom, wybierają drewniane podłogi, praca wykończeniowa w toku, a i kredyt sam się nie spłaci. Pokusa lepszych zarobków była w tym przypadku silniejsza, niż relacje. Znajoma wyjeżdża do innego miasta i relacjami z mężem oraz kupionym na kredyt domem, będzie cieszyć się weekendami.

Spytałam męża czemu jej facet do niej nie dołączy, będą mieć firmowe mieszkanie, pewnie nie tak fajne jak ów dom, ale dotarło do mnie, że ten dom, spłacenie kredytu, urządzanie go, stały się głównym priorytetem w tym małżeństwie. Lubię swoje mieszkanie, sąsiadów i okolicę, ale gdybym to ja stała przed taką decyzją, spakowałabym manatki i towarzyszyła swojemu mężowi, nawet na księżycu. W końcu dom to przedmiot i mój dom jest tam, gdzie relacje z najbliższymi.

Wracając do minimalizmu, nurt ten stawia czas, relacje, możliwość realizowania życiowej pasji, ponad dobrami konsumpcyjnymi. Przedmioty mają nam umożliwić zaspokojenie podstawowych potrzeb, a nie stać się narzędziem do imponowania sąsiadom. Nie mamy być więźniami przedmiotów, które przez lata spłacamy, o które się trzęsiemy, przedmioty mają nam służyć, byśmy wiedli świadome i szczęśliwe życie. Jednak minimalizm spotyka się  z oporem, dlaczego tak się dzieje?

„Niektórzy źle się czują, jeśli zadają sobie zbyt wiele pytań. Wolą nie wiedzieć kim naprawdę są. Obawiają się pustych przestrzeni. Nie wiedzą co mieliby robić ze sobą i swoim czasem, gdyby ograniczyli aktywność i częściej przebywali z bliskimi. Być może w ich relacjach z innymi nagromadziły się nieporozumienia. Wieloletnie zaniedbania wymagały sporej pracy, by znaleźć wspólny język i czerpać przyjemność z bycia razem.” Anna Mularczyk – Meyer

Marta Szyszko

Na podstawie:

minimalizm-po-polsku-czyli-jak-uczynic-zycie-prostszym-u-iext25466207

Wywiad z autorką książki przeczytacie tu: http://kobietawe-biznesie.pl/zycie-jest-o-wiele-latwiejsze-gdy-wie-sie-dobrze-czego-sie-chce-a-czego-nie-potrzebuje-minimalizm-po-polsku/

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments

Niedoskonała Mama

  • Osobiście lubię trochę luksusu, ale nie chciałabym, aby tak jak w przypadku Twojej znajomej, był on okupiony relacjami rodzinnymi i nieustanną obawą o kredyt. I zarabiać po to, aby mój piękny wielki dom stał i się kurzył. Ale chciałabym, abyśmy z partnerem mogli prowadzić takie życie, by nie martwić się czy stać nas na dziecko, jeśli kupię kolejną książkę lub grę planszową, wybiorę się na przedstawienie do teatru lub zrobię wypad z przyjaciółką do baru, to w przyszłym miesiącu muszę zacisnąć pasa. Nie chciałabym jednak też doprowadzić do sytuacji, w której nie mam czasu wychowywać moich dzieci, przeczytać tej książki, zagrać w tę grę, czy spotkać się z przyjaciółką, a mąż z oszczędności czasu, sypia z sekretarką w przerwie obiadowej.
    Ogólnie minimalizmowi mówię: tak – ale doceniam wartość rzeczy materialnych, zwłaszcza tych, które coś mi dają.
    A gdyby ktoś dał mi do wyboru wielki dom, drogie stroje… a podróże po całym świecie na walizkach z partnerem i przyjaciółmi, to bez wybrałabym wybrałabym to drugie.

  • Niedoskonała Mama

    coś w tym jest, dopóki tęskni się za tymi rzeczami, wydają się czymś magicznym, gdy dopnie się swego w sensie finansowym, okazuję się, że to wszystko pięknie się błyszczało, ale szybko traci swój urok i powszednieje…