niedoskonała mama

niedoskonała mama

jak być kobietą i nie zwariować
psyche

Być kobietą i wreszcie zwariować

Książka Katarzyny Miller o tym tytule wpadła mi w ręce, gdy zrobiłam sobie dzień dla siebie. Taka odrobina luksusu w zabieganej rzeczywistości – fryzjer, zakup bielizny i książki, która poruszy czułe struny. „Być kobietą i wreszcie zwariować” to pozycja szczera do bólu, momentami wyciskająca łzy w oczach, uruchamiająca długo tłumioną złość i przyzwalająca na to, by się wreszcie puścić.

Nie w sensie fizycznym, choć pacjentki terapii grupowej, której zapisem jest ta książka, dość odważnie wypowiadają się o wyborach w życiu osobistym. Puścić się to znaczy przewrócić na ręce kobiet, które cię przytrzymają, odpuścić kontrolę, pozwolić sobie na słabość czy nicnierobienie.

Przestać zapierniczać w domu jak mały robocik, by za to być podziwianą i kochaną, przestać dążyć do sukcesów, tylko po to, by wreszcie ktoś potwierdził naszą wartość. Wreszcie przestać się oszukiwać, że nasz związek jest budujący, ale też przyznać, że niepotrzebnie ma się już trzeciego męża, bo ten pierwszy był najlepszy, a wystarczyło odpowiednio wcześnie zajrzeć w siebie, by zacząć budować trwałe relacje.

Jaki obraz kobiecości prezentowany jest choćby na blogach? Zbyt wyidealizowany, odrealniony, podrasowany w photoshopie poprzez puszczenie wodzy fantazji tej czy innej blogerki. Bohaterki książki są szczere i autentyczne, nie próbują być na siłę grzeczne, w porządku i wyzute ze złości. Tego brakowało na rynku i w mediach – obrazów kobiet rzeczywistych.

Miałam okazję wysłuchać Katarzynę Miller na spotkaniu autorskim. Weszłam z nią w dyskusję na temat tego, że babcie mają prawo nie pomagać przy wnukach, ale muszą też liczyć się z konsekwencjami – wnuki będą miały słabą więź i idąc tym tropem, również nie będą czuły się w obowiązku ich odwiedzać.

Byłam zła, że Katarzyna Miller namawia kobiety do odwracania się od rodzin, wnuków, by hołdować własnym potrzebom. Dziś sama odwracam się od tego, jakie są wymagania kultury wobec mnie jako kobiety. Małymi kroczkami dzielę odpowiedzialność za czystość, pełną lodówkę i pełne konto po trosze na każdego domownika.

Jedna z kobiet na spotkaniu zaczepiła mnie przy wyjściu, mówiąc – proszę nie patrzeć na swoją mamę lub teściową jak na babcię, proszę spojrzeć na nie, jak na ludzi, ludzi, którzy mogą nie mieć ochoty w weekend szykować rosołku lub organizować zabaw dla przedszkolaków. Od tamtej pory częściej na siebie samą patrzę jak na człowieka i żyje mi się lżej. Z większą akceptacją dla słabości i przyzwoleniem do niedoskonałości. Nie wymagam od innych, ale oni też powinni poskromić oczekiwania.

Kluczem do tego, by wreszcie zwariować (ze szczęścia) jest uświadomienie sobie tego, że wbrew pozorom żadna z nas nic nie musi. Nie oczekujmy od siebie wzajemnego poświęcenia, nie podtrzymujmy tradycji, jeśli od lat wpędza ona wszystkich we frustrację, pozwólmy sobie na umiarkowany egoizm, bo tylko napełniając siebie szczęściem, możemy dawać je innym.

Marta Szyszko

być kobietą i wreszcie zwariować2

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o