niedoskonała mama

niedoskonała mama

bez frustracji
felieton

Bez frustracji też można

Wkurzały mnie – artykuły i zdjęcia roześmianych matek, uważałam, że to fałsz i obłuda, że na pewno ich życie nie wygląda tak w każdej minucie, że po prostu to niemożliwe. Ciekawe co one biorą?

Teraz odczuwam, że to może być szczere. Pielęgnuję rzadkie uczucie zadowolenia w sobie. Dotąd budowałam swój dzień na czynnościach, które muszę – gotować, sprzątać, pisać teksty, znaleźć coś fajnego na fanpage, koniecznie zdobyć jak najwięcej fanów, by mieć oferty od reklamodawców.

Teraz nie poddaję się tej presji, wszystko w swoim czasie. Nie osnuwam się czarnymi myślami od przebudzenia do bezsennego wieczoru. Jeśli nie chcę spać, nie muszę, jeśli nie mam weny do obiadu, pójdę po coś gotowego, wiem, że wena wróci, zawsze wraca. Jeśli nie mam pomysłu na teksty, nie będę ich pisać na siłę.

Gdy pozbywam się owego przymusu, gdy delektuję herbatą w zapuszczonym brudem mieszkaniu /wystarczy odpuścić jeden wieczór porządkowania, by zapuszczonym ono się stało/ czuję, że ode mnie zależy – kiedy zbiorę siły, kiedy będę wykonywać te czynności, bo naprawdę … tego chcę.

Nie jestem sama, dzieci też potrafią sprzątać zabawki, a mąż nastawić pralkę lub zmywarkę, uczę się prosić, wymagać, uczę się odpuszczać, uczę się szczęścia…

Nastawiona byłam na szarość, to dawało mi pewien rodzaj bezpieczeństwa. Nie można się potknąć, jeśli asekuracyjnie czołgamy się po ziemi. Niespodzianka – wtedy też nie sięgniemy nieba, słońca i chmur. Warto rozbić sobie tyłek dla zachłyśnięcia prawdziwym smaczkiem życia. Warto już teraz sięgać po maksimum, bo nikt nam nie obieca, że później zdążymy.

Czym jest owo maksimum? Jeśli mam niemowlę, to delektuję się symbiozą, która niedługo zamieni się w tornister i machającą łapkę. Jeśli mam kilkulatka, napawam się każdym kolejnym zwrotem i samodzielnością. Ale nie odkładam siebie na półkę, tańczę, śpiewam, śmieję do rozpuku, krzyczę, gdy się nazbierało, mówię nie! Mam coś poza tym, choćby to były wieczorki z książką między półkami księgarni lub, co kto lubi.

Będąc pogodna i w dobrym nastroju, epatuję miłością na swoją rodzinę i to do mnie wraca jak bumerang. Ale nie stanę się taka, jeśli nie zweryfikuję, co jest dla mnie ważne, a co podcina skrzydła i unieruchamia. Wydobyć z siebie iskrę można niespodziewanie, ale gdy poczujemy ten płomień, zrobimy wszystko, by się tlił. Bo wiemy, że szarość to obojętność i znieczulica wobec samych siebie. To bezpieczeństwo, ale bardzo uwierające. To wegetacja wbrew sobie, a przecież nie musi tak być!

Marta Szyszko

Comments

comments