niedoskonała mama

niedoskonała mama

kanion+rzeki+blyde+gory+smocze
podróże

Afryka dobra na chwilę, a może jako docelowy ląd?

Czy Afryka jest dobrym miejscem do życia, czy tylko na chwilę, by zrobić tam przystanek?

Tak naprawdę to zależy od człowieka, jego charakteru, przyzwyczajeń. Moim zdaniem, na przykład w Etiopii ciężko byłoby mieszkać na stałe, gdyż tam biały człowiek jest troszkę traktowany  jak UFO, ale już od Kenii zaczęliśmy spotykać  białych ludzi, którzy mieszkają w Afryce na stałe. Muszę też przyznać, że takim ludziom naprawdę dobrze się wiedzie. Mają piękne domy z ogrodem i basenem, bardzo często zatrudniają  gosposie, kucharki, nianie czy ogrodników, którzy dbają o dom i o ludzi w nim zamieszkałych. Oczywiście mają też super prace, gdyż najczęściej są właścicielami, bądź managerami lodg’y, hotelu, firmy turystycznej czy też przewozowej. Praca jak marzenie.

maly+himba+zaciekawiony+moja+twarza

Kto by nie chciał całymi dniami jeździć na safari albo zarządzać luksusową  lodge’ą? Na przykład w Mozambiku spotkaliśmy Włoszkę, która przyjechała tylko do Afryki jako wolontariuszka i trochę popodróżować po tym kontynencie. Wyszła za mąż za Mozambijczyka i prowadzi biuro turystyczne, pokazując ludziom najpiękniejsze zakątki środkowego Mozambiku. Nie wyobraża sobie powrotu na stałe do Europy. W Namibii, z kolei, poznaliśmy Polkę – przesympatyczną Anię, która na stałe tam mieszka i pracuje w biurze podróży Bocian Safaris, pokazując głównie naszym rodakom różnorodność i piękno tego kraju.

Mozambik+love

Dzięki Ani i jej mężowi mieliśmy schronienie na parę dni, kiedy w naszym samochodzie zepsuł się alternator. Na czas naprawy przygarnęli nas pod swój dach. Poznaliśmy również holenderkę, która mieszka i pracuje jako wirusolog w jednym ze szpitali w Cape Town, od ponad  4 lat i nie wyobraża sobie lepszego miejsca do życia. Uważam, że Afryka ma duży potencjał by tam być na stałe. Trzeba umieć się tam odnaleźć i wiedzieć jak skorzystać z szansy, jaki ten kontynent oferuje.

the+most+beautiful+lion

Co daje Ci obcowanie z naturą?

W Parkach Narodowych czułam się chyba najlepiej, zawsze wyczekiwałam tego momentu aż w końcu znowu uda nam się odwiedzić jakieś miejsce pełne zwierząt. Gdy już tam docieraliśmy, od razu dostosowywaliśmy się do pewnych zasad, by jak najlepiej spożytkować tam czas i zobaczyć jak najwięcej się da. Największą aktywność zwierząt można zaobserwować o świcie, bądź późnym popołudniem, dlatego też zawsze wstawaliśmy o 5 rano, by o 6 móc  zacząć tropienie. Każdy park w którym byliśmy był niepowtarzalny, każdy zaskoczył nas czymś innym i w każdym przeżyliśmy coś, co na zawsze zostanie nam w pamięci.

surykayki

Mana Pools NP, (Zimbabwe) był chyba dla mnie najpiękniejszy i najwięcej tam doświadczyliśmy. W tym parku można wyjść sobie z samochodu i pochodzić(!). Oczywiście na własną odpowiedzialność i z rozwagą,  ponieważ występują tam  wszystkie możliwe predatory, zaczynając od lwa, a kończąc na lepardzie. W Etoshy NP (Namibia) po raz pierwszy widziałam ogrom najróżniejszych zwierząt przy jednym wodopoju. Na Kalahari udało nam się poobserwować surykatki w ich naturalnym środowisku oraz natknąć się na przepiękny okaz lwa rodzaju męskiego, z czarno-blond grzywą, na którego gapiliśmy się dobre 3 godziny. Również niesamowicie było ujrzeć zwierzęta morskie. Gdy byliśmy nad Oceanem Indyjskim, po raz pierwszy widziałam na żywo delfiny, a gdy zjechaliśmy nad Ocean Atlantycki,  zobaczyłam  pingwiny na wolności i niewyobrażalną  ilość fok zebranych w jednym miejscu.

Przemek+z+dziecmi+himba

A jak oceniasz relacje z lokalsami, czym Cię zaskoczyli?

W sumie przez całą naszą podróż,  w większości spotykaliśmy samych bardzo dobrych, miłych i gościnnych ludzi.  W potrzebie nikt nas nigdy nie opuścił. W Kenii, gdy zepsuł nam się samochód, zostaliśmy ugoszczeni przez rodzinę i przyjaciół naszego mechanika. Czarnoskóra rodzina nie należała do najbogatszych, a mimo wszystko potraktowali nas po królewsku, dzieląc się z nami wszystkim co mieli. W Ugandzie mieliśmy poważniejszą usterkę, a mechanicy (tym razem ludzie o włoskich korzeniach) poruszyli cale miasto, żeby znaleźć części  do naszego samochodu.  Za robotę nic nie wzięli,  i dodatkowo przez dwa tygodnie gościli nas u siebie w domu.

Nasz planowany na 2 dni pobyt w Mana Pools, przerodził się w tygodniową przygodę, dzięki  nowopoznanym, Trevorowi i Essie.  Nowi przyjaciele zaadoptowali nas do swojej lodgy za darmo i częstowali swoim pysznym jedzeniem. Gdy już zjechaliśmy całe Zimbabwe, skorzystaliśmy z zaproszenia do ich domu i chyba łącznie spędziliśmy u nich miesiąc.  W Namibii spotkaliśmy Anię, o której już wspominałam oraz przesympatycznego mechanika, który pozwolił nam zrobić przegląd samochodu w swoim warsztacie i użyczył nam swoich narzędzi i też pomocy jego pracowników.

W RPA przemiła właścicielka guesthouse’u po usłyszeniu naszej historii, zaproponowała nam piękny pokój i wygodne łóżka za darmo. Podobnie było z  właścicielem kempingu w drodze do Bostwany – gdy dowiedział się o naszej trasie, zaproponował nam drugi nocleg z lunchem i testowaniem Południowo Afrykańskiego wina na koszt firmy. Takich przemiłych ludzi spotykaliśmy dość często. Z trudem wyobrażam sobie taką gościnność i pomoc prosto z serca, nieznanemu człowiekowi gdzieś w Europie.

przejezdzamy+rzeke

Opowiedz o kraju, który wywarł na Tobie szczególne wrażenie.

Prawie każdy kraj w Afryce zrobił na mnie wrażenie. Każdy był inny i przekraczając granicę zawsze zastanawialiśmy się, jaki ten kraj będzie, co nowego doświadczymy, co zobaczymy, jakich ludzi poznamy. Bardzo mi się podobały pokryte palmami kokosowymi plaże Tanzanii i Mozambiku, etiopskie i ugandyjskie góry, jeziora w Rwandzie i pustynie Namibii. Jednak najmilej wspominam Zimbabwe. Łącznie spędziliśmy tam 3 miesiące. To od tego kraju zaczęła się nasza przygoda z dzikimi zwierzętami.

To właśnie tutaj spędziliśmy w rodzinnej i ciepłej atmosferze Święta. To właśnie do tego kraju powróciłabym na pierwszym miejscu, do tych cudownych osób, które dane było nam poznać. Pomimo trudnej sytuacji polityczno – gospodarczej w Zimbabwe, mieszkańcy tego kraju są niesamowicie pomocni, mili, przyjaźnie nastawieni i zawsze uśmiechnięci.

Chodząc po ulicach Harare, bądź Gweru, nigdy nie czuliśmy żadnego zagrożenia ze strony lokalnych ludzi. Naprawdę, gdy wspominam sobie ten kraj, uśmiech zawsze gości na mojej twarzy. Jedną z rzeczy jeszcze jakie  doświadczyliśmy tylko i wyłącznie tam, to wydawanie reszty w sklepach w… lizakach, cukierkach bądź w długopisach. Jak już wspominałam, Zimbabwe swego czasu miało duże problemy ekonomiczne i bardzo dużą inflację. Od 2009 sytuacja zaczęła się trochę poprawiać a walutą narodową stał się dolar USD.  Jednakże amerykańskie monety nie występują w obiegu, więc żeby człowiek nie poczuł się oszukany, w sklepie zamiast drobnych dostaje lizaka.

piekna+pustynia+Namibii

koniec części II

Comments

comments