Nikt nie zrozumie kobiety. Pierwsze koty za płoty – nieśmiałe dostrzeganie w sobie kogoś jeszcze poza mamą, odnowienie zainteresowań, hedonistycznych przyjemności i zleceń za gotówkę, nakłada się z jakąś szemraną tęsknotą – a może by tak… jeszcze jedno?

Od nowa – dźwiganie brzucha, skóra przeorana gratisowymi rozstępami, rozstanie z piwkiem, kieliszkiem białego wina, spontanicznym trybem życia. Bo obiad o stałych porach musi wylądować na stole, bo w lodówce ma być w pogotowiu sałatka i ogórki kiszone na zmianę z czekoladą, nie wiesz czy małemu właśnie potrzebne jest żelazo, kwas foliowy a może białko?

Przetoczymy się przez dziewięć miesięcy w oczekiwaniu na odzyskanie płaskiego brzucha, na którym można się będzie położyć, na bycie indywidualną jednostką  z prawem do potrzeb, by przekonać się, że czyjeś potrzeby są od tej pory i jeszcze długo będą na pierwszym miejscu. Choć już cierpliwości braknie dla starszych, a marzeniem staje się ich samodzielność, przecięcie pępowiny i powrót do niezmąconego egoizmu.

Jeszcze nad pierworodnym skora się byłam trząść, drugie traktowałam nieco z góry, jaki los spotkałby to trzecie – potencjalne? Czy mój organizm by podołał i czy znowu musiałabym odłożyć listę potrzeb wyższego rzędu na potem –  z braku czasu i drenażu portfela?

A może z całą swoją mądrością, doświadczeniem, przetartymi szlakami wśród bliższych i dalszych doradców, wreszcie byłoby mnie stać na odrobinę luzu. Matka gadżeciara z taborem cygańskim – jedno do szkoły, drugie do przedszkola, trzecie w chuście i jeszcze więcej tartych zupek, analizowanych kupek, zatrważających wysypek, prań, prasowań.

Kolejny kryzys małżeński spowodowany odtrąceniem mężczyzny na rzecz rozczulającego niewiniątka, którego koleżanki, niczym licho – nie śpią. Gdzie w tym wszystkim byłabym ja, moje pisanie, zarabianie, relaks wydarty siłą, z nawołującego kontekstu rzeczywistości?

To jedna z decyzji, której nie zaplanujemy nad podzieloną na pozytywy i negatywy, czystą kartką papieru. Cywilizacja versus instynkt i zew powielania genów. Egoizm skoncentrowany na własnych potrzebach versus egoizm trzymania maleństwa, które mieści się w dwóch dłoniach i jest doskonałym tworem natury. Budżet versus pragnienie. Realia versus marzenie. To jak z zakochaniem, nie da się go po prostu poddać chłodnej analizie i wycyrklować z precyzją obliczania kosztów pieluch.

Można udawać, że nie było tematu, ale skręca na widok brzuszków koleżanek, które debiutować będą w nowej roli. Roli, która przyniosła wiele momentów zwątpienia, frustracji do zagryzania zębów i zaciskania pięści oraz niepohamowanych wybuchów złości. I to wszystko, niczym ból porodowy, nie jest w stanie, ot tak, zniechęcić do kolejnego zatracenia.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments