Po 30tce, z dziećmi na karku nie jesteśmy tacy beztroscy, możemy założyć młodzieżowe shorty i pokazać nogi, ale powagi i stateczności nie sposób wymazać. Jest taki moment przeciążania obowiązkami, gdy całą sobą krzyczysz NIE, a ręce robią.

Kiedyś tęskniło się za porywami serca, za niecierpliwym dopełnieniem niedosytu. Przy obecnym poziomie zmęczenia, stateczność i przewidywalność przyjmuje się z ulgą, a nawet z satysfakcją.

Bo o stały związek trzeba zabiegać w świecie pełnym pokus, choć to jak jedzenie mielonego z ziemniaczkami dzień po dniu. Pokus, którym samemu można ulec, ale też pokus, które kasuje się powabem, a nie braniem na litość.

Dojrzałość to czas, gdy poranna kawa na ganku cieszy i nie zostawia uczucia niedosytu, że znów się czegoś nie przeżyło. Docenia się, zamiast kręcić głową za nieuchwytnym, jak za opalonymi nogami młodej kobiety na nadmorskiej promenadzie.

IMGP6091

Coraz mniej do szczęścia potrzeba i świadomie odrzuca się puste propozycje, choć miło sobie popatrzeć.

Bo na beznamiętne dni trzeba było zapracować, jak na kredyt hipoteczny i hybrydę raz w miesiącu, które kiedyś zarezerwowane były dla wybranych.

– Na starość będziesz się stroić – powiedziała wymuskana 50- latka do jeszcze młodej mamy.

W domyśle: teraz zdobi cię uroda, zostaw coś na potem i nam nie odbieraj przywilejów wieku. Uroda, młodość i hedonistyczne luksusy to za wiele szczęścia na raz!

Możesz odwiedzać uparcie wciąż te same miejsca, ale ty już będziesz inny i zmienią się twoje potrzeby, a wtedy nie odczujesz satysfakcji. Znasz siebie. To przywilej wieku. Zamiast szukać – znalazłeś, zamiast podejmować kluczowe decyzje, możesz się nimi w spokoju delektować, jak tą kawą na ganku z wyrazem twarzy pogodzonego z minionym mentalnego emeryta.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments